Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty

pan Jeżyk poleca + co nieco o nieudanej wygranej u blogerki urodowej

Hej Kochani!

Przerwa była megastyczna, ale ciężko mi się na razie przestawić na tryb praca - wolny weekend, który wcale nie jest taki wolny ;p Zakupy, pranie, sprzątanie, spędzanie jak największej ilości czasu z bobaskiem, żeby nadrobić tydzień, no i o.

Dziś właśnie będzie opowieść o panu Jeżyku, który poleca żel do mycia dla bobasków i nie tylko :D
Żel do mycia od 1. dnia życia Dermedic baby z serii Emolient Linum ma super postać pana Jeżyka na opakowaniu, co zaraz sami zobaczycie :D


Info od producenta:
Składniki aktywne: Olej lniany z zawartymi w nim NNKT Omega 3, Omega 6, Omega 9, Natural Extract AP, Polyquaterium-7
  • Delikatnie myje, nie wysuszając skóry
  • Działa przeciwzapalnie i przeciwświądowo
  • Poprawia kondycję nawet wyjątkowo suchej skóry
  • Nie zawiera mydła, parabenów, SLS
  • Nie szczypie w oczy
  • Do twarzy i włosów
  • Hypoalergiczny
Opakowanie: Butelka 200 ml
Cena: 30,40 zł
Sposób użycia: nanieść niewielką ilość preparatu na dłonie, delikatnie rozprowadzić na zwilżonej skórze ciała i głowy. Spłukać wodą. Osuszyć skórę ręcznikiem bez tarcia. Nanieść lekki balsam do ciała z serii Emolient Linum.

Kremowy żel otrzymujemy w butelce 200ml, wygodnej w użyciu z zamknięciem, które pozwala dozować dobrą ilość produktu. No i etykieta super, pan Jeżyk zawojował moje i Zośkowe serducha :D Na opakowaniu dostajemy też wszelkie interesujące nas informacje o samym produkcie.

Sam żel jest koloru takiego niby przezroczystego, ale jednak trochę żółtawego :D Zapach ma taki przyjemny, idealny do mycia bobaska :D Tylko ta nazwa kremowy mnie zastanawia ;p Bo kremowości to, wg mnie, w nim mało. Jest bardziej takim lejącym... żelem ;p Po prostu. 

Działanie bardzo fajne. Żel bardzo dobrze nawilża skórę mojego maluszka i, co więcej, zostawia taką jakby delikatną warstewkę, która, mam wrażenie, chroni skórę dziecka :) Używając żel (ja i bobo) nie zauważyłam żadnych problemów skórnych. Bardzo lubię go używać, bo świetnie myje, fajnie pachnie, zdecydowanie nie szczypie Zosiałka w oczy i łagodzi podrażnienia. 

Skład: Aqua, Decyl Glucoside, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Cocamidopropyl Betaine, Polyquaternium-7, Betaine, Linum Usitatissimum Seed Oil, Laureth-9, Citric Acid, Parfum, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate.
Co tu dużo mówić - zdecydowanie polecam :)
Zapraszam Was na stronę internetową dermedic.pl. Na pewno wybierzecie coś dla siebie spośród kosmetyków firmy Dermedic - są godne polecenia :)
_________________________________________________________
A teraz coś na zakończenie. Chętnie biorę udział w konkursach na blogach, facebooku, itp. Parę razy udało mi się wygrać i zawsze byłam mega zadowolona z nagrody. No i nigdy nie miałam problemów z otrzymaniem wygranej, aż tu prawie 2 miesiące temu..... wygrałam fajny, droższy krem u meeega znanej blogerki urodowej. I wiecie co? Do tej pory go nie otrzymałam. Na początku miałam czekać na maila od niej, aby podać adres, ale się nie odzywała, więc sama napisałam po paru dniach. Wszystko fajnie, pięknie, tylko nagroda nie docierała... Po dłuższym czasie napisałam ponownie z pytaniem, czy została wysłana. Po paru dniach ciszy, dostałam odpowiedź, że jeszcze nie, bo blogerka jest w rozjazdach i po powrocie za parę dni wyśle. Ok. Minęło znowu trochę czasu. W końcu po ponad miesiącu od ogłoszenia wyników dana blogerka napisała do mnie, że nagrodę wysłała.... I tak od 2 tygodni czekam :) Napisałam do niej, czym wysłała paczuszkę, niestety, odpowiedzi nie otrzymałam. Potem napisałam maila, że sprawa się ciągnie i jest to dość przykre oraz inne takie - również nie otrzymałam odpowiedzi. Najgorsze jest to, że byłam jej wierną fanką, a teraz... Ech, szkoda gadać. A wydawała się być taką miłą dziewczyną. Cały czas mam dylemat, czy pisać, o kogo chodzi... :) Co o tym myślicie? Mieliście może podobną sytuację?
Pozdrawiam
Marta

bogactwo w masełku

Hej Kochani!

Czy macie takie produkty, które wspominacie jako świetne, a może i nawet za świetne? Takie, które są tak bogate we wszelkie odżywcze składniki, dobrodziejstwa, że po skończonym opakowaniu musieliście zrobić sobie przerwę w używaniu, choć chętnie do produktu kiedyś wrócicie? Dziś opowiem Wam o takim oto masełku do ciała :D 


To bogactwo, o którym wspomniałam wyżej, zostało zamknięte w masełku Go Cranberry.

Trochę info od producenta:

Naturalna Pielęgnacja - Bogate Masło Do Ciała przeznaczone jest dla każdego typu skóryProdukt stanowi kompleks naturalnych maseł i olejów,których uzupełniające się działanie sprawia, że nawet najbardziej przesuszone partie skóry odzyskają aksamitną miękkość i gładkość. Olej żurawinowy działa przeciwstarzeniowo (zwalcza wolne rodniki) oraz łagodzi podrażnienia. Masła, Mango i Shea i arganowe, doskonale natłuszczają skórę, zmniejszając przy tym szorstkość i łuszczenie. Oleje, arganowy i ze słodkich migdałów, dostarczają skórze cennych składników odżywczych i poprawiają jej koloryt. Masło stosowane systematycznie pozostawia skórę doskonale nawilżoną i jedwabistą w dotyku w dotyku. Produkt polecany również jako ratunek dla skóry podrażnionej działaniem słońca. Można stosować miejscowo jako intensywny kompres dla przesuszonych, łuszczących się partii skóry.

Stosowanie: Niewielką ilość rozgrzej w dłoniach i wmasuj w skórę. Pozostaw do wchłonięcia. Dla najlepszego efektu stosuj z pozostałymi produktami z serii GoCranberry.
Zawiera:
  • Olej żurawinowy
  • Masło Mango
  • Masło Shea (Karite) 
  • Masło arganowe 
  • Olej arganowy
  • Olej migdałowy
  • Witaminę E 


Naturalne masełko Go Cranberry znajduje się w tekturowym opakowaniu, na którym podane są wszelkie potrzebne i interesujące nas informacje. Szata graficzna bardzo zachęcająca, widać dobrze, że masełko ma wiele wspólnego z żurawiną ;) W tekturce znajduje się słoiczek o pojemności 200ml, który chroni dobrodziejstwo znajdujące się w środku. Szata graficzna taka, jak na tekturowym opakowaniu.


Otwierając słoiczek oczom naszym ukazuje się niemalże prawdziwe masło :D Od razu rzuca nam się w oczy, że konsystencja jest bogata. Samo masełko jest koloru takiego jakby kremowego, bardzo delikatnie żółtawego. Zapach odrobinę żurawinowy, ale jednak nie do końca, trochę może pudrowy, ciężko mi go określić, wg mnie jest przyjemny, ale sądzę, że mogą być osoby, którym się nie spodoba. Dodam, że baaardzo długo utrzymuje się na skórze. Smaruję się masełkiem wieczorem, rano nadal czuję jego zapach i trzyma się jeszcze przez jakiś czas.


No i teraz przejdźmy do działania... Ach, masełko to jest idealno-genialne dla osób borykających się z problemem suchej skóry. Jest baaaardzo, bardzo bogate w składniki odżywcze, od razu rzuca się to w oczy. Skóra po posmarowaniu momentalnie się wygładza, jest bardzo porządnie natłuszczona. Muszę dodać, że konsystencja masełka jest tak bogata, że trzeba chwilę rozgrzać je w dłoni, żeby móc je porządnie rozsmarować. Co więcej, trzeba pamiętać, że mała ilość kosmetyku wystarczy na posmarowanie dużej powierzchni ciałka. Oj tak, kiedy użyłam masełka pierwszy raz nałożyłam go naprawdę sporo i to była masakra :D Świeciłam się, byłam tak natłuszczona, że aż mi to przeszkadzało, masełko nie chciało się wchłonąć i ogólnie było nieprzyjemnie ;p Ale potem się nauczyłam, że mała ilość wystarczy :) Przez to masełko robi się bardzo wydajne.


Zastanawiacie się może czemu napisałam, że przy tak dobrym kosmetyku będzie trzeba zrobić sobie przerwę? A dlatego, bo nie borykam się teraz z jakimiś przesuszeniami skóry, a to masełko jest chyba najbogatszym ze wszystkich, jakie używałam. No i jest najzwyczajniej aż za dobre na teraz. Myślę, że w zimę lub gdyby problemy z suchą skórą powróciły, na pewno do niego wrócę. 

Skład (mrrau, mrau :D):


Myślę, że ten kosmetyk Go Cranberry będzie genialny dla każdego, kto boryka się z bardzo suchą skórą i lubi dość intensywnie (choć wg mnie przyjemnie) pachnące kosmetyki. Mam ochotę na inne kosmetyki producenta tego masełka, czyli Nova Kosmetyki, wszystko z ich strony mnie kusi :D Link do sklepu -> KLIK.

Lubicie masełka do ciała? Znacie kosmetyki Go Cranberry?

Pozdrawiam
Marta

Denko LIPIEC

Hej Kochani!

Dzieję się ostatnio, oj, dzieje. Nie mam praktycznie wcale czasu dla siebie, weekendy są bardzo intensywne i już dość mocno doskwiera mi to, że niewiele sypiam. Ale nic, trzeba cisnąć dalej ;)) Dziś post o moich zużyciach ubiegłego miesiąca. 


Zużycia kąpielowe:


ISANA płyny do kąpieli - stali bywalcy denek, choć muszę dodać, że zapach Gluck-selig (mandarynka i maślanka do skóry suchej) jest jednym z najlepszych isankowych jakie kiedykolwiek miałam okazję wąchać i używać ;)
Czy kupię ponownie: TAK.

DOVE Purely Pampering żel pod prysznic - świetny i bardzo wydajny, choć to może być czasami jego minus, bo miałam go tak długo, że już mnie męczył ;) Recenzja tutaj.
Czy kupię ponownie: inny wariant na pewno TAK.

Oillan med+ emulsja natłuszczająca - kolejny stały bywalec. Nadal tak samo świetna.
Czy kupię ponownie: TAK.

I, przyznam się, że niechcący zaplątał się zdenkowany w poprzednim miesiącu peeling Wellness&Beauty, bo zostawiłam sobie opakowanie :D Recenzja tutaj.

Zużycia twarz:


GARNIER płyn micelarny 3w1 skóra wrażliwa - całkiem niezły micelek, choć trochę podrażniał mi oczy. Nie zrobił na mnie takiego niesamowitego wrażenia, jak na większości osób ;)
Czy kupię ponownie: MOŻE.

EYEYE revitalising cucumber eye pads - płatki nasączone ekstraktem z ogórka i owoców, które miały za zadanie ukoić i odświeżyć zmęczoną skórę pod oczami. Nie do końca jestem przekonana, że to robiły, ale wyjęte z lodówki i położone na oczy dawały przyjemne uczucie chłodu i można było się zrelaksować ;)
Czy kupię ponownie: raczej NIE.

ALTERRA olejek do twarzy z granatem - bardzo przyjemny. Recenzja tutaj.
Czy kupię ponownie: TAK.

AVA epidermalny kwas hialuronowy HYDRANOVTM - świetny, nawilżający produkt, choć ostatnio trafiłam na coś jeszcze lepszego :D Recenzja tutaj.
Czy kupię ponownie: TAK.

Ręczniki jednorazowe alouette oraz płatki Lilibe bardzo lubię i non-stop są w użyciu ;)


AVA maseczka do twarzy z algami morskimi głębokie nawilżenie - bardzo polecam suchareczkom.
Czy kupię ponownie: TAK.

AVA maseczka karotenowa - drugi ulubieniec jeśli chodzi o maseczki tej firmy.Świetnie nawilża, wygładza, odżywia. 
Czy kupię ponownie: TAK.

BIELENDA super power mezo maska nawilżająca - moja ulubiona maseczka tej firmy. Fajnie nawilża i koi.
Czy kupię ponownie: TAK.

TOŁPA: demo face, hydrativ maska-kompres nawilżająco-odprężająca na twarz, szyję i pod oczy - świetność. Recenzja tutaj.
Czy kupię ponownie: TAK.

BARWA SIARKOWA maseczka siarkowa antytrądzikowa - czasami moja skóra potrzebuje czegoś antytrądzikowego (wysypuje mnie na czole) i ta maseczka świetnie się sprawdza, bo a) działa, b) mnie nie wysusza.
Czy kupię ponownie: TAK.

Zużycia ciałko:


BEAUTY NATURALIS balsam do ciała aronia - no cóż, totalny zwyklak, pod koniec używania stwierdziłam, że się cieszę, że to już koniec. To chyba dobrze o nim nie świadczy ;) Recenzja tutaj.
Czy kupię ponownie: NIE.

TOŁPA: dermo, atopic lipidowy krem do rąk - skoro nie ukoił mojej wysuszonej skóry rąk, to mam poważne obawy, czy poradzi sobie z AZS. 
Czy kupię ponownie: NIE.

BIAŁY JELEŃ mydło w płynie kozie mleko - niby fajne, niby spoko, ale SLSy są i wcale nie różniło się tak bardzo od innych.
Czy kupię ponownie: raczej NIE.

EVREE olejek do ciała Power Fruit - mrrrau, bardzo lubię. Recenzja tutaj.
Czy kupię ponownie: TAK!

CZTERY PORY ROKU odżywka do regeneracji paznokci i skórek 5w1 - ledwo ją zaczęłam używać, już się skończyła :( Mało wydajna i niewiele robiła. Znalazła się w pudełeczku Inspired by Charlize Mystery, które prezentowałam tutaj.
Czy kupię ponownie: NIE.

Kolorówka:


LUMENE Touch of Radiance Highlighter - mój ukochany korektor pod oczy, już trzecie opakowanie. Muszę go poszukać i zrobić sobie zapas.
Czy kupię ponownie: zdecydowanie TAK.

Próbki:


Tutaj napiszę tylko, że krem BB Gold od Skin79 jest jednym z moich ulubionych i cieszę się, że mam już pełną wersję, a Vichy, szczególnie Idealia Skin Sleep, zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie i mam ochotę kupić cały kremik.

No i to już wszystkie moje zużycia z lipca. Znacie te produkty, lubicie?

Pozdrawiam,
Marta

Pomarańczowy zawrót głowy

Hej Kochani!

Ostatnio pisałam Wam o bardzo przyjemnym peelingu Lilla Mai -> klik. Niestety, wszystko, co dobre szybko się kończy, szczególnie jeśli jest miniaturą. Dzisiaj chciałabym Was zapoznać z peelingiem, który zagościł u mnie już jakiś czas temu i niezmiernie mnie zaskoczył. Czy było to pozytywne zaskoczenie dowiecie się w dalszej części posta ;)




Ta pomarańczowa piękność, to peeling myjący średnioziarnisty firmy Ziaja. Producent pisze, że peeling delikatnie myje i masuje skórę. Złuszcza zrogowaciałą warstwę naskórka. Pobudza krążenie dotleniając komórki skóry. Przywraca skórze naturalną gładkość i miękkość. Ułatwia wnikanie substancji aktywnych.

To peelingowe masełko otrzymujemy w intensywnie pomarańczowym 200ml słoiczku z białą nakrętką. Szata graficzna nie jest bardzo bogata, dostajemy najpotrzebniejsze informacje oraz narysowaną pomarańczkę. Po otwarciu ukazuje nam się intensywnie pomarańczowy i dość intensywnie pachnący peeling. Zapach, na pewno, nie dla osób, które nie lubią mocno cytrusowych. No i trochę sztucznawych. Ja do takich osób nie należę, zapach bardzo mi odpowiada. Konsystencja jest gęsta, taka galaretowata. Dobrze trzyma się ciałka, nie spływa ;)




Sam peeling jest mega fajny, przynajmniej w moim odczuciu :) Zapach, w nagrzanej łazience rozchodzi się i unosi umilając aplikację. Daje takiego energetycznego kopa :D Peeling jest średnioziarnisty i drobinki bardzo dobrze ścierają martwy naskórek. Po użyciu skóra jest gładka, miękka i pachnąca ;) Zapach utrzymuje się przez pewien czas. Jedyne, czego nie zauważyłam używając go, to nawilżenia. Ale nie przeszkadza mi to, bo po użyciu i tak porządnie nawilżam ciało olejkiem i balsamem.

Skład prezentuje się następująco:


Peeling bardzo mi przypasował i z chęcią wypróbuję inne warianty oraz na pewno będę do niego powracać ;)

A Wy mieliście może ten peeling? Lubicie peelingi Ziaja? 

Pozdrawiam
Marta

Miły zdzieraczek od Lilla Mai

Hej Kochani!

Dziś chciałabym przybliżyć Wam peeling, który parę razy umilał moje wieczorne kąpiele. Chodzi tu o peeling algowy do ciała firmy Lilla Mai.


Peeling ten jest miniaturą, która została dołączona do czerwcowej edycji ShinyBox - The Birthday Edition. Szczerze mówiąc, z całej gromadki produktów w tym pudełku, to właśnie on skradł moje serce. 

Dlaczego?


Według producenta peeling algowy powinien wygładzić i uelastycznić naszą skórę. Ponadto, ma za zadanie ją uelastycznić oraz oczyścić i odżywić. Co więcej, dzięki zawartym w nim składnikom takim, jak magnez, wapń, cynk, żelazo i potas, ma redukować tłuszcz i cellulit.


Słoiczek, w którym dostałam peeling Lilla Mai jest malutki, ale dość ciężki, szklany, ciemny - zapewne po to, aby właściwości peelingu nie miały szans zmienić się w kontakcie ze słońcem. Szata graficzna przyjemna dla oka, kojarzy się z naturą. Po otwarciu zauważyłam, że zapach peelingu jest dość specyficzny, nie określiłabym go przyjemnym, raczej takim 'aptecznym'. Konsystencja z pozoru dość gęsta, lecz gdy nabierzemy go na dłoń okazuje się, że jest taki delikatniejszy i łatwo może spaść w czeluście odpływu jeśli go zaaplikujemy i nie rozetrzemy od razu.


Poza niezbyt fajnym zapachem, do którego bardzo szybko przywykłam, muszę powiedzieć, że jest to naprawdę dobry peeling. Może rozsmarowując go po ciele nie czułam, aby to był super mocny zdzierak (a takie lubię), lecz skóra po użyciu jest baaardzo przyjemna w dotyku, gładziutka. Naprawdę dobrze ściera martwy naskórek. Dodatkowo, odczuwalne jest to, że nawilża. Już po pierwszym użyciu miałam wrażenie, że skóra jest bardziej napięta, elastyczna. Nie mam pojęcia, co z redukcją tłuszczu i cellulitu, bo używałam go za krótko, aby móc stwierdzić jakąkolwiek zmianę pod tym kątem. Myślę, że na dłuższą metę mógłby zdziałać wiele dobrego. Taki słoiczek starczył mi na cztery razy. Szkoda, że się kończy :(


Na tyle, na ile się orientuję, skład jest naprawdę miły i przyjazny. Jest to jeden z produktów, który może się określać jako naturalny, wręcz wegański :)


Bardzo chciałabym poznać więcej produktów Lilla Mai, bo jedynie z tym peelingiem miałam styczność dzięki ShinyBox.

Znacie ten peeling? Albo może mieliście coś innego firmy Lilla Mai?

Pozdrawiam
Marta

Nowości u Marty vol. 4

Hej Kochani!

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać nowości ostatniego miesiąca. Tradycyjnie już, nie jest ich mało ;p Czasami ubolewam nad tym, że nie mogę się powstrzymać przed robieniem kosmetycznych zapasów. A z drugiej strony, skoro to uwielbiam, to chyba nie ma co z tym walczyć, trzeba to zaakceptować :D


W czerwcu trochę mi się poszczęściło i wygrałam parę konkursów:


Pierwszy konkurs z okazji Dnia Matki był organizowany przez super bloga Okazjomania, gdzie musiałam odpowiedzieć, czym jest dla mnie macierzyństwo i wygrałam widoczne na zdjęciu dwa, przepięknie pachnące, kremy do rąk firmy Delawell, dziękuję :)


Druga wygrana na blogu Kosmetyki z mojej półki, gdzie przemiła Agnieszka przygotowała następujące, świetne nagrody (dziękuję!):
Dwufazowy płyn do demakijażu Optymalna Tolerancja MIXA - bardzo lubię firmę i myślę, że się sprawdzi.
Olejek pod prysznic dla skóry suchej EUCERIN - moja sucha skóra będzie wdzięczna!
Serum nawilżające HYDRAIN3 DERMEDIC - zaraz zaczynam je używać, tyle dobrego słychać o firmie i mam nadzieję, że mój buziak się z nim polubi :)
Żel dla skóry tłustej i wrażliwej Effaclar LA ROCHE POSAY - nie mam tłustej skóry, ale chyba go wypróbuję, może się sprawdzi. Chciałam go oddać mamie, która ma tłustawą skórę, ale stwierdziła, że u niej tylko się zmarnuje, tak dobrze jej idzie zużywanie kosmetyków...:)

A co tam ciekawego zakupiłam bądź dostałam?

Dla kudełków:


Odżywka wzmacniająca Goodbye Damage GARNIER Fructis - przyciągnęło mnie opakowanie i promocja w Rossmannie, nic nie poradzę :D
Nawilżająca odżywka do włosów z bio-granatem i bio-aloesem Alterra - mini wersja przekonała mnie do zakupu.
Odżywka wzmacniająca Oil Repair 3 GARNIER Fructis - ostatnio moje włosy polubiły się z olejami, a w tej odżywce znajdziemy olejki z oliwki, awokado i karite.

Na ciepłe dni:


Krem ochronny na słońce do twarzy i ciała dla niemowląt i dzieci PHARMACERIS - trzydziestka dla mojej Bąbuldy :)
Krem BB LUMENE SPF 20 - ten kremik dostałam do testów od Kosmetyki bez tajemnic. Wkrótce, zapewne, pojawi się recenzja.
Upiększający krem mineralny BB PERFECTA - haha, no piękna beauty babe na opakowaniu ;p Dostałam go w Rossmannie za 0,01zł do zakupów, boję się otwierać :D
Olejek do opalania SUN OZON SPF 15 - nie bardzo lubię balsamy do opalania, więc w tym roku stawiam na świetnie pachnący i tani olejek!

Do oczyszczania:


Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom liście manuka ZIAJA - to już moje drugie opakowanie, uwielbiam tę pastę.

Włosy once again:


Casting Sunkiss żel rozjaśniający L'OREAL - postanowiłam nieco rozjaśnić moje brąz kudełki, bo chcę wrócić do rudości. Nie oczekuję oszałamiających efektów, ale choć trochę rozjaśnić by się przydało.

Dla ciałka:


Olejek do ciała Power Fruit EVREE - recenzja tutaj.

I koloróweczka, mrrau:


Cienie do powiek Paradise Island MY SECRET - to już moje trzecie opakowanie cieni z serii Hot Colors, uwielbiaaam!
Cień 146 yellow KOBO Professional - idealny na lato, świetna pigmentacja, cudo. Kolejny do kolekcji.
Brązujący puder w kamieniu 308 Sahara Sand KOBO Professional - uczę się konturowania, tak, tak, ciężko idzie.
Pomadki Kiss My Lips MY SECRET - kolory Blueberry Mousse, Pink Power i Fuchsia są moje! Piękności.
Kredki do oczu Big Eye MY SECRET - biała i czarna. Będą idealne do codziennego makijażu.
Korektor rozświetlający Lumi Magique L'OREAL - niespodziewanie skończył mi się mój ulubiony Lumene i musiałam na już kupić. Chyba dobrze wybrałam ;)
Kredka do brwi BROWsatin MAYBELLINE - kolor dark brown. No, no, wreszcie się skusiłam wypełniać czymś moje brwi. Ciekawe, jak mi to będzie szło, obawiam się co nieco :D

Poza tym, już wcześniej prezentowałam Wam genialne pudełeczko Inspired by Charlize Mystery, które zdecydowałam się nabyć - zapraszam tutaj.
No i czerwcowy ShinyBox - o tu, tu.

To by było na tyle w tym miesiącu. A jak u Was? Nabyliście coś ciekawego?

Pozdrawiam
Marta

Owocowy zawrót... ciałka!

Hej Kochani!

Ostatnio bardzo polubiłam pielęgnację olejami. Czy to włosy, czy buziak, czy ciało, oleje towarzyszą mi codziennie. Dziś chciałabym Wam napisać o olejku do ciała, który zrobił na mnie ostatnio największe wrażenie. Co to za olejek? Mowa o ostatniej nowości od firmy Evree.


Z olejków firmy Evree miałam jeszcze Super Slim, który pojawił się w moim czerwcowym denku. Jednak Super Slim nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak jego kolega Power Fruit. Czemu? Chyba naczytałam się zbyt wiele pochlebnych opinii i spodziewałam się po nim nie wiadomo jakiego efektu ;) O nowości, czyli Power Fruit od Evree czytałam niewiele i nie nastawiałam się wcale. I co? I jest ulubieniec ;)


Producent pisze, że olejek ten jest nawilżającą, specjalistyczną kuracją do ciała, do wszystkich rodzajów skóry. Podobno intensywnie nawilża, rewitalizuje, odżywia, odpręża, łagodzi skórę oraz nadaje sprężystość i gładkość.

Dużo obietnic, prawda? :)


Olejek dostajemy w plastikowym opakowaniu z zamknięciem, które nie do końca mi pasuje. Produkt wydobywa się łatwo, ale po wstrząśnięciu (jest to innowacyjna formuła dwufazowego olejku) i otwarciu zawsze gdzieś wystrzeli mi trochę zawartości ;p Dodatkowo, opakowanie podczas użytkowania jest całe ulepione olejkiem i może wyślizgnąć się z dłoni. Poza tymi paroma niuansami opakowanie wygląda dość fajnie, jest pomarańczowe z kolorową naklejką. Producent podaje na nim jak można stosować olejek Power Fruit. 
Sama konsystencja olejku jest ciekawa - nie jest to typowo lejący się produkt, tylko taki trochę gęstszy. Dobrze rozsmarowuje się na ciele i bardo szybko się wchłania nie brudząc ubrań (w moim przypadku piżamki, bo olejek stosuję tylko na noc ;)).

A jak tam z jego działaniem?


Muszę przyznać, że producent nie przesadzał. Olejek jest świetny! Pięknie pachnie, tak delikatnie, dla mnie bardziej kwiatowo niż owocowo, ale jest to przyjemny zapach. Niestety, nie zostaje na długo na skórze ;) Zawsze smaruję olejkami piersi, brzuch i pupę, resztę traktuję balsamem. Używając go regularnie, czuję jak bardzo moja skóra w tych miejscach jest nawilżona, mięciutka, taka miła w dotyku. W dodatku jest zdecydowanie bardziej sprężysta. No i traktowanie skóry olejkami jest bardzo odprężające, więc tutaj producent również się nie mylił :D


Skład tego olejku, jak widać, jest dość bogaty w różne oleje. Mam jedynie zastrzeżenie co do wydajności. Baardzo szybko go ubywa. A smaruję tylko niektóre partie ciała i tylko wieczorami, przy czym nie wylewam na siebie pół buteleczki, tylko tak optymalnie trochę w rękę i smaru smaru. Sądzę, że cała buteleczka starczy na około 3 tygodnie. Przy cenie 30zł za 100ml może wydawać się to mało. Choć można go dorwać w promocjach za około 20zł. 

Polecam!

Znacie olejki Evree? Lubicie?

Pozdrawiam
Marta

Denko MAJ

Hej Kochani!

Dziś mam dla Was post o moim majowym denku. Jako, że sama uwielbiam czytać o denkach, to postanowiłam  pozbierać moje zużycia miesiąca i je Wam zaprezentować :)


Zacznijmy od zużyć kąpielowych:



Isana relaksujący płyn do kąpieli Źródło Energii - za każdym razem, jak idę do Rossmanna, w moim koszyku ląduje któryś z żeli do kąpieli Isana. Lubię ich zapachy, piankę ;) i cenę (ok. 5zł). Właściwości pielęgnacyjnych nie zauważyłam, ale i tak kupuję.
Czy kupię ponownie: TAK.

Isana żel pod prysznic z marakują i zapachem kokosowym - jak wyżej. Zawsze któryś z tych małych żeli ląduje u mnie w koszyku. Cena (ok. 3zł) i zapachy przeważnie bardzo mi pasują :) Ten zapach miałam pierwszy raz i był super. Właściwości pielęgnacyjnych ponownie na zauważyłam ;)
Czy kupię ponownie: TAK.

Oillan med+ emulsja natłuszczająca - głównie dodaję jej do kąpieli mojej córeczki, ale sama też czasami się w niej kąpię. Po kąpieli skóra jest mięciutka, przyjemna w dotyku i nawilżona. I moja i mojej Zosi ;) Jak na te emolientowe emulsje, to ta ma bardzo przystępną cenę (kupuję przez internet dwie za ok. 50zł).
Czy kupię ponownie: TAK.

Tołpa: spa bio, harmony, mydło borowinowe do odnowy biologicznej - mydełko to nabyłam przy okazji zakupów paru produktów Tołpy w ich sklepie internetowym. Byłam ciekawa jego zapachu i działania - miało podobno poprawiać samopoczucie i zapewnić naturalną odnowę biologiczną. Poza ciekawym zapachem nie zauważyłam żadnych specjalnych właściwości. Cena też niezbyt zachęcająca - ok. 9zł za takie mydełko. Wolę Alterrę za 2zł ;)
Czy kupię ponownie: raczej NIE.

Kneipp pielęgnujący olejek do kąpieli kwiat migdała - bardzo przyjemny olejek, szkoda tylko, że starcza na dwie, góra trzy kąpiele. Skóra po kąpieli z olejkiem jest bardzo przyjemna, a sam olejek wlany do wanny z ciepłą wodą pięknie pachnie. Tak delikatnie, kwiatowo jak dla mnie :) Widziałam, że można go kupić za ok. 6zł.
Czy kupię ponownie: MOŻE.

Czas na włosy:


Gliss Kur Hair Repair ekspresowa odżywka regeneracyjna - uff, była u mnie chyba z rok, jeśli nie dłużej. Lubię czasami użyć odżywki w sprayu, ale bardzo rzadko. Odżywka miała regenerować włosy, wzmocnić ich strukturę i zredukować liczbę łamiących się włosów. Mogę przyznać, że odnosiłam wrażenie, że włosy dzięki niej były bardziej nawilżone. Nic więcej, ale, prawdopodobnie, zbyt rzadko jej używałam, żeby móc cokolwiek powiedzieć. Ceny nie pamiętam, tęsknić nie będę :D
Czy kupię ponownie: raczej NIE.

Bania Agafii maska do włosów super silna stymulacja włosów - mam mieszane uczucia co do tej maski. Szybko mi się skończyła, kiepsko pachniała i okropnie nie układały mi się po niej włosy. Jednakże, w połowie opakowania zauważyłam u siebie tzw. baby hair i ciężko stwierdzić, czy to dzięki niej, czy nie. Ale, mimo wszystko, jej nie polubiłam. Kosztowała ok. 7zł.
Czy kupię ponownie: raczej NIE.

Czas na pielęgnację twarzy:


Perfecta oczyszczanie peeling enzymatyczny - wiem, że wiele osób chwali sobie ten peeling. Mi się na początku wydawało, że się polubimy, ale tak się nie stało. Pierwsze wrażenie zrobił dobre, miałam wrażenie, że fajnie oczyszcza skórę. Potem jednak doszłam do wniosku, że nie ma żadnego, ani pozytywnego, ani negatywnego wpływu na moją skórę. Ceny nie pamiętam, na pewno poniżej 10zł. Przeterminował się i mówię mu papa.
Czy kupię ponownie: NIE.

Tołpa: dermo face, physio żel do mycia twarzy i oczu - pierwszy kosmetyk Tołpy, który mi naprawdę nie podpasował. Częściowo pewnie dlatego, że mam suchą skórę, a on jest przeznaczony głównie do normalnej i mieszanej  - moje niedopatrzenie w trakcie zamawiania kosmetyków... ;p Strasznie ściągał mi skórę twarzy. No ale, poza tym, niezbyt dokładnie zmywał podkład - zawsze coś mi zostawało na waciku potem (po myciu żelem staram się przetrzeć twarz jeszcze micelem dla pewności, czy jest dobrze oczyszczona) i, co najgorsze, podrażniał moje oczy. Mimo to, jakoś go zmęczyłam ;) Cena ok. 20zł.
Czy kupię ponownie: NIE.

Tołpa: simply, sucha skóra - o mamo, jaki dobry to krem jest! :) Idealny dla mojej skóry. Jest dość bogaty, fantastycznie odżywia, nawilża i regeneruje skórę. Używałam go rano i wieczorem i moja skóra zyskała tak zdrowy wygląd jakiego chyba jeszcze nie widziałam u siebie. Nadaje się i pod makijaż i na nocną regenerację. Bardzo żałuję, że mi się skończył i w Biedronkach niedaleko mnie nie można już nic kupić tej serii. Musiałam nabyć inny krem, żeby mieć jakikolwiek. I cera od razu mi się popsuła. Jak tylko będę w jakiejś dużej Biedronce i będzie ten krem, to kupuję parę opakowań. Cena tego cuda, to chyba ok. 15zł - nie wiem dokładnie, bo go wygrałam :)
Czy kupię ponownie: TAK TAK i jeszcze raz TAK.

Do ciała:


Tołpa regenerujący krem-koncentrat do rąk - przeprosiłam się z tym kremem. Kiedyś stwierdziłam, że mnie uczula (dłonie mnie swędziały przez pół dnia) i oddałam całą tubkę. Teraz kupiłam zupełnie przez przypadek i stwierdziłam, że trudno, użyję i zobaczę co będzie. Nic się nie stało, żadnego uczulenia. Nie wiem, o co chodziło wcześniej. Krem całkiem nieźle spisywał się na moich hiper przesuszonych przez alergię dłoniach, ale do regenerującego ideału dla moich dłoni mu daleko. Ceny nie pamiętam.
Czy kupię ponownie: MOŻE.

Ziaja krem do rąk z proteinami kaszmiru i masłem shea - krem ten miałam baaaardzo długo, bo zupełnie nic nie robił z moimi dłońmi, zbyt słabo nawilżał niestety. Dla kogoś, kto nie ma problemu z dogłębnie przesuszonymi dłońmi myślę, że może być ok. Cena na promocji dawno, dawno niecałe 3zł.
Czy kupię ponownie: NIE.

Kneipp BIO-olejek do ciała - o tym olejku pisałam tutaj. Bardzo fajny, polecam.
Czy kupię ponownie: TAK.

Kolorówka (poniekąd ;)):


Max Factor Face Finity All Day Flawless - odcień Beige 55, ideał. Serio. Najlepszy podkład, jaki kiedykolwiek miałam. Wreszcie taki, który nie odcina się od skóry - odcień idealny dla mnie. Jest bardzo wydajny, używałam go prawie rok. Gdzieś czytałam opinię, że bardzo mocno kryje. Według mnie wcale tak nie jest, jest to krycie optymalne. Nie za mocne, nie za lekkie ;) Cena ok. 60zł.
Czy kupię ponownie: TAK!!!.

Eveline skoncentrowane serum do rzęs 3w1 bio - moja baza pod tusz ;). Absolutnie nie zauważyłam jakiegokolwiek działania na rzęsy. Ani nie były dłuższe, ciemniejsze, ani bardziej zagęszczone. Jako 'baza' za to idealna. Cena ok. 10zł.
Czy kupię ponownie: MOŻE (baza :)).

 To by było na tyle. Jak Wam się podoba? :D Znacie te produkty, lubicie?

Pozdrawiam
Marta