Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tołpa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tołpa. Pokaż wszystkie posty

Świetne smarowidło do ciałka

Hej Kochani!

Ostatnio pochłania mnie delikatny remont, który rozpoczął się u mnie w mieszkaniu. Wywalanie, przekładanie, niedługo malowanie... Dzieje się :) Jednak czas na smarowanko mojego ciałka znajdę zawsze i właśnie w dzisiejszym poście chciałabym Wam przestawić balsam, który ostatnimi czasy używałam i który już, niestety, się kończy ;)


Regenerujący balsam do ciała Tołpy z serii simply - sucha skóra jest kolejnym kosmetykiem, który udało mi się wygrać w konkursie na ich facebooku (KLIK). Wygrałam wtedy całą paczuszkę kosmetyków z serii simply :D Ta seria ma swoje perełki, jak i niezbyt ciekawe (przynajmniej dla mnie) kosmetyki. Pisałam już o żelu z tej serii, który nie zrobił na mnie najlepszego wrażenia: KLIK.

Jednak balsam to już zupełnie inna bajka ;)


Jak możecie przeczytać powyżej, producent pisze, że balsam przywraca komfort suchej skórze, eliminuje szorstkość oraz uczucie ściągnięcia. Jest on hypoalergiczny, przeznaczony również dla wrażliwców. Dodatkowo, balsam łagodzi podrażnienia, regeneruje naszą skórę i zapobiega jej przedwczesnemu starzeniu. Co więcej, chroni naszą skórę przed działaniem czynników zewnętrznych.

Tyle dobroci w jednej buteleczce 200ml? A to ciekawe, prawda? :)


Balsam chowa się w buteleczce o pojemności 200ml. Jest ona całkiem poręczna. Zamknięcie na klik, z którego łatwo wydobyć odpowiednią ilość balsamu. Szata graficzna minimalistyczna (ostatnio chyba wolę takie ;)), biało-szaro-czerwona z wypisanymi wszelkimi najpotrzebniejszymi informacjami. Przywodzi na myśl takie właśnie produkty, które mają 'ratować' naszą skórę (chyba przez ten krzyżyk z przodu :D).



Sam balsam jest koloru białego i ma bogatą konsystencję. Pachnie bardzo ładnie, delikatnie. Po wsmarowaniu szybko się wchłania. No i, co najważniejsze, od razu czuć ulgę i dużą dozę nawilżenia skóry! Ten balsam jest naprawdę świetny. Wydaje mi się, że miałby szansę sprawdzić się nawet u osób z problemem mega przesuszonej skóry. Serio. Byłam bardzo zaskoczona, że tak świetnie nawilża i przywraca uczucie komfortu skórze. Nie jest już ściągnięta, szorstkie miejsca są zniwelowane. Prawdziwy ratunek po działaniu letniego słoneczka. Osoby, które miały dużo kontaktu ze słońcem tego lata, sporo się opalały, byłyby, w moim mniemaniu, zachwycone tym balsamem :D
Taki mały cudotwórca... Jedyny i największy minus jest taki, że opakowanie jest małe i szybko się kończy, a dostępny już nie jest... Naprawdę wielka szkoda.

Skład (sorka, że taki rozmazany ;p):


Mieliście, próbowaliście? Możecie polecić jakiś fajny balsam dla suchej skóry?

Pozdrawiam
Marta

Żelowe nie-love

Hej Kochani!

Ostatnio nie mam szczęścia do żeli do mycia twarzy. Po żelu Biolaven, który okazał się być dla mnie totalnym niewypałem (więcej info tutaj), sięgnęłam po następny żel w moich kosmetycznych zapasach. Mowa tu o żelu-piance do mycia twarzy z serii simply firmy, którą bardzo lubię, czyli Tołpy.


Żel ten jest hypoalergiczny, przeznaczony dla skóry wrażliwej. Producent pisze, że dzięki żelowej pianie łagodnie oczyszcza skórę z makijażu i zanieczyszczeń. Nie narusza bariery ochronnej, koi podrażnienia i nawilża. Odświeża i wygładza. Pozostawia skórę oczyszczoną bez uczucia ściągnięcia.

Świetnie by było, a jak jest naprawdę?


Żel jest zamknięty w przyjemnej dla oka (jak to Tołpa) biało-szaro-niebieskiej tubie z zamknięciem na klik. Stoi bardzo dobrze na podłożu, nic nie wycieka. Produkt łatwo wydobyć z tubki i myślę, że pod koniec używania mogłoby nawet nie być potrzebne rozcinanie opakowania, które normalnie praktykuję ;) 

Niestety, mam poważne wątpliwości, czy zużyję go do końca...


Już parę miesięcy temu włączyłam do mojej codziennej pielęgnacji mycie twarzy żelami. Zaczęłam własnie od Tołpy i ich żelu z serii green, który doskonale się u mnie spisywał (więcej tutaj). Niesety, po tamtym żelu ciężko mi znaleźć taki, który spełniałby moje wymagania. Mianowicie, aby nie ściągał, nie wysuszał i żeby dobrze oczyszczał skórę. Czy wymagam wiele? Chyba nie...

A jak to jest z żelem-pianką Tołpy?


Konsystencja żelo-pianki jest dość gęsta. Zapach ma bardzo przyjemny, świeży. Po nałożeniu na twarz produkt łatwo się rozprowadza i w połączeniu z wodą elegancko, delikatnie pieni. Problem w tym, że po chwili mycia odczuwałam dyskomfort, ponieważ żelo-pianka zaczynała 'oblepiać' mi twarz. Serio, czułam takie dziwne oblepienie, bardzo nieprzyjemne. No ale co tam oblepienie, może jednak dalej będzie lepiej. Niestety, po umyciu twarzy czułam ściągnięcie, którego wg obietnic producenta miało nie być. Dodatkowo, twarz była odrobinę przesuszona, a żel miał nawilżać... Na pewno, nie czułam się super świeżo po użyciu tego produktu. Podczas używania musiałam bardzo uważać, ponieważ odrobina żelu w oku skutkowała szczypaniem i takim delikatnym, chwilowym 'zamroczeniem'. Jeśli niechcący posmakowałam żelu podczas mycia, to potem czułam niezbyt przyjemny posmak przez dłuuugi czas. Plusem było to, że rzeczywiście dobrze oczyszczał - przecierałam skórę potem micelem i na waciku nie widziałam żadnej pozostałości po makijażu.


Oczywiście, nie jestem zbytnio zadowolona z tego żelu. Myślę, że są osoby, którym mógłby odpowiadać, ale moja sucha i chyba nadzwyczaj wrażliwa cera nie polubiła go. I kolejny żel idzie w odstawkę... 


Skład, jak widać, nie powala.

Bardzo żałuję, że ostatnio nie mogę znaleźć żelu, który by mi przypasował. Chyba wrócę do tego żelu Tołpy z serii green.

A Wy jakich żeli używacie? Jak wygląda Wasze wieczorne oczyszczanie twarzy?

Pozdrawiam
Marta

Maseczka idealna?

Hej Kochani!

Muszę Wam się przyznać, że kiedyś bardzo zraziłam się do maseczek. Parę lat temu kupiłam kilka maseczek Perfecty i po każdej miałam na twarzy taki wysyp, że ciężko mi się to wspomina. Wypróbowałam chyba ze trzy i potem dałam sobie spokój. Przez dłuugi czas raczej nie eksperymentowałam z maseczkami. Teraz, po paru latach i trochę większym doświadczeniu w pielęgnacji mojego buziaka, wiem, że te wysypiska mogły być spowodowane, po prostu, złym doborem maseczek do mojej cery.

Od jakiegoś czasu powróciłam jednak do maseczek, tym razem bardzo uważnie dobierając tylko takie, które powinny odpowiadać mojej cerze. Czas przedstawić Wam maseczkę, którą polubiłam najbardziej.


Jest to maska-kompres nawilżająco-odprężająca na twarz, szyję i pod oczy Tołpa: dermo face, hydrativ. Jak już wspominałam w poprzednich postach, mam suchą skórę i często mam też wrażenie, że jest ona odwodniona, więc bardzo chętnie sięgam po wszelkie nawilżające kosmetyki.


Maseczka ma na celu stworzyć na skórze delikatny kompres, który silnie nawilży oraz złagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Ma przywrócić uczucie komfortu, wyeliminować oznaki stresu i zmęczenia oraz zregenerować mikrouszkodzenia i wspomóc odbudowę bariery ochronnej. Dodatkowo, ma wygładzić i uelastycznić skórę.


Maseczkę kupujemy w dwóch połączonych ze sobą saszetkach, co jest dość powszechnie spotykane. Opakowanie, jak to Tołpy, robi dobre wrażenie. Dostajemy wszelkie potrzebne informacje bez zbędnego 'przepychu'. Po otwarciu naszym oczom ukazuje się dość gęsta, biała maseczka. Zapach mi jest bardzo ciężko określić. Mój mąż stwierdził, że pachnie jak mydła za dawniejszych czasów. Skojarzył mu się z kąpielami za czasów, kiedy był mały :) Generalnie, zapach jest całkiem przyjemny, choć na dłuższą metę mógłby być męczący.

A jak z jej działaniem?


Stwierdzam, że jest naprawdę świetna. Maseczkę stosuję zawsze po uprzednim wykonaniu peelingu. Tak, jak producent sugeruje na opakowaniu, nakładam ją i idę się wykąpać. Trzymam ją około 10-15 minut, następnie spłukuję. I wiecie co? Zdecydowanie zauważyłam, że po użyciu maseczki skóra jest fajnie nawilżona. Dodatkowo, producent nie minął się z prawdą, kiedy umieszczał informację , że łagodzi podrażnienia. Przy regularniejszym stosowaniu widzę, że moja skóra wygląda na bardziej wypoczętą. Jest też bardziej gładka i elastyczna. Wysypisk brak :)))


Bardzo lubię Tołpę i informacje, które podają na opakowaniach. Wiemy, czego się spodziewać nawet jeśli dobrze się na składach nie znamy.


Polecam :)

Lubicie maseczki? Stosujecie? Jaka jest Waszą ulubioną? Możecie coś polecić do suchej skóry?

Pozdrawiam
Marta

Nowości u Marty vol. 2

Hej Kochani!

Przyszedł czas na podsumowanie kolejnych nowości, które u mnie ostatnio zawitały. Ponownie trochę tego wszystkiego jest ;)

Zacznę od mojego urodzinowego zamówienia z mintishop.pl


Z okazji urodzin postanowiłam zrobić sobie niemały prezent kosmetyczny i stwierdziłam, że zrobię zakupy w mintishop.pl, gdzie zawsze kusi mnie mnóstwo wspaniałości ;) Zakupiłam:
1) mega popularną szczotkę Tangle Teezer - jako, że mam problem z wypadaniem włosów, a słyszałam o niej wiele dobrego, że ich nie wyrywa, itp. zdecydowałam się w końcu ją przetestować.
2) rozświetlacz Mary Lou Manizer. Cudko. Nie muszę chyba nic więcej dodawać :D
3) dwie gumki Invisibooble. Ten sam powód, co przy Tangle Teezer. Przy dziecku często noszę związane włosy i zawsze zbierało mi się na płacz, jak zdejmowałam gumkę i widziałam wplątane w nią duże ilości moich włosów. Teraz, być może, to się skończy.
4) dwa pędzle Hakuro - H70 i H77, z nadzieją, że w końcu zmotywują mnie do wykonywania makijażu oczu nie tylko palcem ;)
5) pędzel Real Techniques do nakładania różu, rozświetlacza i bronzera. Jako, że mój pędzel do różu umarł śmiercią naturalną (zniszczyło go ciągłe użytkowanie) zdecydowałam się na ten zakup. Żałowałam, że nie było takiego odpowiednika Hakuro, ale co tam, profesjonalistką nie jestem, więc ten jest ok ;)
6) sampler Yankee Candle o zapachu Cappucino Truffle, aby wreszcie, choć odrobinę, przekonać się o co ten cały szał z YC.


Wspominałam we wcześniejszych nowościach, że ma do mnie przyjść paczucha pełna kosmetyków nowej linii Tołpa: simply. Bardzo się ucieszyłam z tej wygranej na ich facebookowym profilu KLIK :)


W paczce znajdowały się: 
1) sucha skóra: regenerujący krem ochronny
2) młoda skóra: matujący krem przeciw niedoskonałościom
3) mycie twarzy: łagodny żel-pianka do mycia twarzy
4) młoda skóra: oczyszczający żel-peeling do mycia twarzy
5) sucha skóra: regenerujący balsam do ciała
6) młoda skóra: zwężający pory tonik do twarzy

Matujący krem oddałam koleżance, ponieważ zupełnie nie nada się do mojej suchej skóry, ale mogę napisać, że niektóre z tych produktów na pewno zagoszczą u mnie na dłużej :)


W trakcie trwających promocji w Rossmannie musiałam skusić się na parę rzeczy, choć, oprócz tuszu do rzęs i odżywki do paznokci, nic, tak naprawdę, nie potrzebowałam. Uroki tych promocji ;p. Niestety, nie zachowałam paragonów, więc promocyjne ceny podaję tylko orientacyjnie ;).

Pierwsze parę dni promocji zaowocowało kupnem dwóch podkładów od Max Factor. Max Factor Face Finity All Day Flawless 3w1 to mój ulubiony podkład już od jakiegoś czasu. Kupiłam więc kolejne opakowanie, które podczas promocji kosztowało około 30zł. Skusiłam się też na podkład Skin Luminizer tej samej firmy (cena podczas promo też koło 30zł), jak na razie robi całkiem niezłe wrażenie ;) Bardzo żałowałam jednego - od dawna chciałam wypróbować Healthy Mix-a Bourjois. Niestety, w żadnym z trzech Rossmannów w mojej okolicy nie ma szafy Bourjois i nie udało mi się go kupić...


Kolejna tura promocji i kolejne zakupy. Tym razem dorwałam:
1) dwa tusze Lovely Pump Up The Volume (ok. 9 zł za obydwa :D), o których słyszałam wiele dobrego i chyba się w nich zakochałam ;)
2) nowy tusz od Maybelline Lash Sensational (ok. 15zł), o którym też było głośno - mam nadzieję, że się sprawdzi i u mnie
3) odżywkę Eveline (ok. 14zł - okazała się nie być jednak w promocji), bo uwielbiam te odżywki jako bazy pod tusz.



Po tych zakupach stwierdziłam, że jednak mało mi i poleciałam jeszcze po: 
1) turkusowy eyeliner od Lovely (ok. 4zł), o którym już pisałam (KLIK)
2) grubaska Maybelline Master Graphic (ok. 10zł), choć nie wiem, czemu zdecydowałam się na ten grubaśny eyeliner, a nie na zwykły pisak jaki lubię ;)
3) czarny ołówek od Lovely (ok. 3zł), bo czarna kreska na linii wodnej u mnie musi być
4) bazę pod cienie Wibo (ok. 4zł), bo na moich oczach, to chyba tylko jeden jedyny cień dobrze się trzyma bez bazy.


Trzecia, i zarazem ostatnia, tura promocji, zaowocowała zakupami tylko tego, co potrzebowałam, czyli:
1) odżywki do paznokci Eveline Diamond Hard and Shiny Nails (ok. 7zł), którą bardzo lubię i jestem wierna odżywkom Eveline
2) Diamond Flash Fast Dry Top Coat od Sally Hansen (ok. 13zł), bo zależy mi na tym, aby moje pazurki wytrzymywały trochę dłużej niż jeden dzień przy dziecku ;)
3) lakier Wibo Granite Summer (ok. 3zł), aby w lato moje pazurki wyglądały inaczej



Na koniec zakupy dla moich biednych, w dalszym ciągu wypadających (:C), włosów. Zakupiłam:
1) Toscana Hair Mask od Planeta Organica dla suchych i zniszczonych włosów, bo cały czas walczę o nie po ciąży
2) Maska super silna stymulacja wzrostu od Bania Agafii, ponieważ może to, co wypada jakoś odrośnie ;)


Uff, dużo tego było. Postaram się napisać recenzje paru z tych produktów, bo naprawdę zasługują na uwagę :)

Jak tam Wasze zakupy, wpadło coś ciekawego ostatnio? :)

Pozdrawiam
Marta

Nowości u Marty vol. 1

Hejka!

Chwila minęła od ostatniego posta, a złożyło się na to wiele czynników. Moje małe Zosinkowe piękności była ostatnio dość absorbująca w związku z tym, że prawdopodobnie bolały ją dziąsełka (przygotowanie do ząbków). Dodatkowo święta, święta, wyjazdy i trochę chorowałam. Na szczęście, jest już lepiej i stwierdziłam, że dziś, zamiast recenzji, pochwalę się moimi ostatnimi nabytkami, oraz wygraną w jednym, fajnym konkursie. Ale będzie testowania i recenzowania, już zacieram ręce :D


Zacznijmy od moich nabytków ostatnich dni.


Na pierwszy ogień idzie płyn micelarny Garnier, o którym słyszałam oraz czytałam wiele dobrego. Duża butelka, promocja w Rossmannie oraz denko mojego ulubionego L'Oreala zachęciły mnie do zakupu. Dodam, że już zaczęłam go używać i chyba zagości u mnie na dłużej ;)
 




Podczas dermokonsultacji, na które wybrałam się pod koniec marca, nabyłam trzy nowe rzeczy od Sylveco. Bardzo miła Pani zbadała jaką mam skórę. Zdziwiłam się, bo przed ciążą skórę miałam mieszaną z przewagą tłustej, a teraz, po ciąży, mam suchą. Takie to wariacje :) W każdym razie zakupiłam peeling oczyszczający, pomadkę z peelingiem oraz pomadkę z betuliną. No i, oczywiście, fajną, ekologiczną torbę, którą dostawało się przy zakupie za 50zł. Na zdjęciu brakuje balsamu myjącego z betuliną, bo kupiłam już kolejne opakowanie, ale uznałam, że nie ma sensu pokazywać go drugi raz.





Tołpa, Tołpa, Tołpa. Bardzo polubiłam się z ich produktami. Ostatnio, skończył mi się ich żel oczyszczający z serii green, więc stwierdziłam, że czas zrobić małe zakupy. A to wiązało się z kupieniem jeszcze paru innych produktów tej firmy. Kurier dostarczył w moje ręce żel do mycia twarzy i oczu z serii physio, odżywkę do włosów czarny owies z serii botanic oraz mydło borowinowe do odnowy biologicznej. Firma dodała mini żel pod prysznic czarna róża z serii botanic. Miło z ich strony. Tym bardziej się ucieszyłam jak parę dni później docenili mój pomysł w fejsbukowym konkursie i niedługo dotrze do mnie parę kosmetyków z ich nowej serii simply. O tak tak :)





Mascara Clinique. Akurat kończą mi się moje dwa tusze, L'Oreal Volume Million Lashes So couture (uwielbiam) i Deborah Milano Extraordinary Mascara 5 in 1. Czas wrócić do Clinique. Kiedyś bardzo ją lubiłam, ale było to ładnych parę lat temu. Ciekawe jak teraz się sprawdzi.





Następne nabytki, to efekt dzisiejszego spaceru do Tesco, gdzie mam Drogerię Natura. Wreszcie są moje... Moje, moje... :D Napatrzyłam się na makijaże tymi cieniami i zapragnęłam ich już jakiś czas temu. Dziś wreszcie udało mi się je nabyć. Cienie MySecret Hot Colors Revolt Against The Nude oraz KOBO Professional 148 PINK i 150 LIME. Oj, będę się dużo malowała tej wiosny. Może nawet coś Wam pokażę, chociaż makijaże to nie jest jakaś moja super mocna strona ;)






Jeszcze chciałabym Wam pokazać parę produktów Kneipp, które udało mi się wygrać w fejsbukowym konkursie DAYLI Polska. Bio-Olejek do ciała, krem do rąk Kwiat migdała, pielęgnacyjny olejek do kąpieli Kwiat migdała, płyn pod prysznic Radość życia oraz, dobrze mi już znana, esencja do kąpieli Głęboki odpoczynek. Najbardziej ciekawi mnie działanie Bio-Olejku do ciała. Akurat kończy mi się Bio-Oil, więc niedługo zaczynam testy :)





Do kosmetyków Sylveco dostałam mnóstwo próbek, oraz przy zakupie produktów Tołpy wybrałam sobie parę próbek, które mnie zaciekawiły. Bardzo lubię próbki, bo mam szansę poznać się z większą ilością produktów tych firm.





Zdaje się, że niedługo do tych nabytków dojdą jeszcze nowe z okazji urodzin - chyba zamówię sobie co nieco z Minti Shop, ale na razie to by było na tyle ;).

Znacie, lubicie? Może polecicie mi jakiś fajny produkt, który mogę sobie sprawić jako prezent urodzinowy? ;)


Pozdrawiam
Marta


Tołpa green ujędrnianie, oczszczanie, matowienie - czy warto?



Ostatnio mam bzika na punkcie produktów z jak najbardziej naturalnymi składami. Tołpę poznałam przy okazji zakupienia ich kremu do rąk już jakiś dłuższy czas temu, kiedy jeszcze hasłem na opakowaniach było Tołpa - Planet of Nature. Muszę przyznać, że zrobił na mnie bardzo kiepskie wrażenie, bo firma reklamowała się brakiem alergenów i sztucznych barwników, a skład kremu nie powalał i jeszcze mnie uczulił, heh. Niedawno, przy okazji biedronkowej promocji postanowiłam sprawdzić jak tam inne produkty tej firmy i zakupiłam trzy z serii green: ujędrniający krem-żel modelujący, łagodny żel do mycia twarzy i oczu oraz matujący krem normalizujący. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona. 





Ujędrniający krem-żel modelujący

Skład: Aqua,  Coco-Caprylate,   Caprylic/Capric Triglyceride,  Glycerin, Propylene Glycol, Ceteareth-25, Parfum, Biosaccharide Gum-1, Peat Extract, Citrus Aurantium Dulcis Flower Extract, Zingiber Officinale Extract, Disodium EDTA, Carbomer, Sodium Polyacrylate, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.

Cena: 23,99 zł (ze strony tolpa.pl)

Zapach mega przyjemny, orzeźwiający, taki cytrusik. Po ciąży jak to po ciąży. Są miejsca, które potrzebują ujędrnienia. I, choć niezbyt do tej pory wierzyłam w działanie takich produktów, to jednak zauważyłam, że po regularnym użyciu skóra jest wyraźnie jędrniejsza, bardziej elastyczna. Na pewno będę kupowała następne opakowania.


Łagodny żel do mycia twarzy i oczu

Skład: Aqua, Propylene Glycol, Disodium Cocoamphodiacetate, Polysorbate 20, Acrylates/C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Poloxamer 184,  Peat Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Centaurea Cyanus Flower Extract, Sodium Hydroxide, Sodium Citrate, Hydroxyoropyl Guar Hydroxyoropyltrimonium Chloride,  Sodium Chloride, Disodium EDTA, Citric Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid.

Cena: 18,99 zł (ze strony tolpa.pl)

I tu kolejne zaskoczenie. Uwielbiam go. Nigdy nie sądziłam, że nie będę sobie wyobrażała poranka i wieczora bez mycia twarzy żelem. A tu proszę. Idealnie zmywa wszelkie resztki makijażu po całym dniu, a z rana jest ratunkiem dla twarzy po nocy. Bardzo 'orzeźwia' moją skórę. Staje się gładka, nawilżona. Zapach znowu bardzo przyjemny. I, co ważne, nie podrażnia oczu :)


Matujący krem normalizujący

Skład: Aqua, Coco-Caprylate, Tapioca Starch,  Propylene Glycol, Glycerin, Peat Extract, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol,  Biosaccharide Gum-1, Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Pyrus Cydonia Fruit  Extract, Ceteareth-20, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Acrylates/C10-C30 Alkyl Acrylate Crossopolymer, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Parfum, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Chlorphenesin.

Cena: 19,99 zł (dostępny tylko w Biedronce)

Super zapach (znowu ;p). Uwielbiam te kosmetyki za to, zapach dodaje takiego powera - szczególnie z rana. Poza tym spełnia swoją funkcję - nawilża i zdecydowanie matuje. Moja twarz niestety ma tendencję do przetłuszczania się w strefie T, także zawsze wybieram kremy, które mają za zadanie zmniejszyć wydzielanie sebum. Krem idealny jako baza pod makijaż.

Generalnie, jestem bardzo na tak jeśli chodzi o te produkty. Powoli mi się kończą (oprócz kremu) i niedługo na pewno będę chciała zrobić zamówienie kolejnych. Oprócz tych, z chęcią wypróbuję jeszcze inne kosmetyki Tołpy. Na pewno pojawi się kolejna recenzja na ich temat ;)


Pozdrawiam i do następnego!
Marta